..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » MENU

   » OGÓLNE

   » KOMNATA BG

   » KOMNATA MG

   » POLECANE

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Poszukiwania naszyjnika



- Cicho tutaj. Za cicho...
- Nie panikuj Goldof – powiedział przystojny, elegancko ubrany elf.
- Ja wcale nie panikuję – odpowiedział trochę zmieszany krasnolud – Zobaczymy co będziesz mówił jak za chwilę zza krzaków wyskoczą orki i obetną ci te twoje spiczaste uszka.
- Przestańcie! – wrzasnął ktoś z oddali – Mdli mnie już od tych waszych utarczek. Nie przyszliście tutaj się kłócić!
- Cicho bądź Rivard – krzyknął stłumionym głosem krasnolud – I nie drzyj się tak dupo wołowa, bo nas usłyszą!
Postać, która przed chwilą wrzasnęła przybliżyła się do nich. Był to wysoki, smukły człowiek w zielono-szarym płaszczu o długich, kruczoczarnych włosach. Na plecach miał zarzucony długi łuk po przekątnej z mieczem.
- Nic tam nie znalazłem. Żadnych wskazówek, śladów. Nic.
- Boś kurna źle szukał. Taki z ciebie tropiciel jak z koziej dupy trąba – wrzasnął Goldof.
- Jak taki jesteś mądry to sam idź se szukaj.
- A pójdę. Żebyś wiedział, że pój...
- Zamknąć się – przerwał Elf – Musimy coś zrobić, bo nie dostaniemy zapłaty.
- Narillen ma rację – powiedział krasnolud i westchnął – Nie myślałem, że to kiedyś powiem.
Mówiąc to podszedł do Rivarda i spytał:
- Na pewno nie wiesz którędy poszli?
- Nie, na niby – odpowiedział trywialnie człowiek – Zapadli się jakby pod ziemię...
Rivard przerwał w tym momencie. Pobiegł trochę dalej, na polanę usłaną kwiatami. Zaczął skakać i bić pięściami w ziemię. Później przykładał do niej ucho i nasłuchiwał.
- Jest! – krzyknął nagle – Mam go. Goldof, chodź mi pomóc. Szybko!
Krasnolud pospieszył ku niemu niezdarnym biegiem, cudem uniknąwszy upadku. Człowiek w tym czasie odgarnął ziemię z miejsca, w którym stał i oczom ich ukazały się wielkie metalowe drzwi.
- Pomórz mi je otworzyć – powiedział Rivard.
Chwycili uchwyty, które były przymocowane po obu stronach drzwi i z wielkim wysiłkiem podnieśli właz. Pod nim znajdował się tunel prowadzący w dół. Gdy zeszli po mizernie wykonanej drabinie z rzemieni zobaczyli kamienny korytarz. Co kilka metrów ustawione były belki podtrzymujące strop. Tropiciel co pewien czas przystawał, kucał i rozgrzebywał ziemię.
- Zmyślni są – powiedział Narillen - Nigdy bym nie pomyślał, że coś co „tak” wygląda mogło sobie stworzyć taką kryjówkę.
- To nie oni ją wykonali. To niemożliwe – przerwał mu Rivard – Ale to są ich ślady. Być może zastali to miejsce opuszczone i osiedlili się tutaj – popatrzył w górę – Tak, na pewno tak było. Orkowie nie żyją pod ziemią, nie mówiąc już o budowaniu kryjówek.
- To miejsce przypomina mi jaskinię w której mieszkał Uggerel – rzekł Goldof i splunął – Straszliwe plugastwo. Łeb miał jak czart, pięć kończyn i zad jak ogromna kura, która właśnie znosi jajo – wojownik przeklął – Że też takie coś istniało na świecie. Istniało – zaznaczył - Bom ubił stwora. A w barłogu swoim miał szatę z litego złotogłowia uszytą – przerwał na chwilę – Ma kto co do picia, bo mi z tego opowiadania i wrażeń w gardle zaschło?
- Ciszej bądź i wyjmij topór, za chwilę ci się przyda, boś nie jest w karczmie tylko na wyprawie.
Gdy tak rozmawiali doszli do końca korytarza. Przed nimi stały solidne, obite, drewniane drzwi. Elf podszedł do nich i lekko je popchnął.
- Zamknięte.
- No, to rozdupcamy? – spytał z uśmiechem krasnolud.
- A no rozdupcamy – odpowiedział Rivard.
Krasnolud cofnął się trochę i z rozpędu uderzył w drzwi barkiem. Odbił się od nich i upadł na ziemię klnąc straszliwie.
- Trzeba je toporem potraktować – powiedział wstając i otrzepując się z ziemi.
Zdjął topór z pleców i cisnął nim w drzwi. Pech chciał, że trafił akurat w stalowe okucie i topór mu się trochę wyszczerbił. Znów zaklął i powiedział:
- Solidne te drzwi.
- A no solidne – powiedział ze śmiechem Rivard – Tutaj przydał by się jakiś łotrzyk.
- Nie koniecznie – przerwał mu Narillen.
Elf coś szepnął i zrobił jakiś gest rękami. W tym momencie drzwi się otworzyły. Ujrzeli wielką komnatę. Na ścianach były powieszone gobeliny i obrazy.
- Nieźle się tu urządzi... Znaczy się nie oni, tylko ktoś inny się tu nieźle urządził – powiedział ze zdziwieniem Narillen.
- Teraz jestem już pewien, że przed orkami ktoś tu mieszkał – stwierdził tropiciel – Orkowie nie znają się na sztuce, a już na pewno nie wieszają obrazów na ścianach.
- A może tu nie ma orków?
- Na pewno są. Przecież widziałem ich ślady. Idziemy dalej.
Przeszli przez komnatę. Znowu zobaczyli korytarz.
- Dobra, teraz trzeba być cicho.
Na końcu tego korytarza też stały drzwi. Zza nich dochodziły odgłosy:
- Uggroa karri tan follero yk sarroz.
- Karto jir.
Rivard nasłuchiwał jeszcze chwilę, poczym odwrócił się i powiedział szeptem:
- To oni. Co najmniej czterech.
- Damy radę – odpowiedział równie cicho, uśmiechając się Goldof.
- No to wchodzimy. Raz, dwa i ...
Człowiek nie zdążył już powiedzieć trzy, bo jeden z orków jako pierwszy otworzył drzwi. Kiedy ich zobaczył wydał przeraźliwy okrzyk. Od razu sięgnął do pasa po broń, ale nie zdołał jej wyjąć, bo szybszy był Rivard, który strzelił z łuku prosto w jego lewe oko z odległości trzech metrów. Ork padł martwy. Człowiek, krasnolud i elf od razu wbiegli do pokoju. Stało w nim pięciu gotowych już do walki przeciwników.
- Chodźcie tutaj psie syny. Mój topór już na was czeka – krzyknął Goldof i cisnął orężem w orka, który stał najbliżej niego tak, że przeciął go na pół w pasie.
- Nieźle jak na krasnala – powiedział z uśmiechem na twarzy Narillen.
Zaraz po tym coś wymamrotał pod nosem i z jego rąk wyleciał wielki promień ognia, który trafił w orka z wielkim, pięknie zdobionym toporem. Ten, natychmiast upadł na ziemię i zaczął się tarzać chcąc zgasić płomienie, wrzeszcząc przy tym przeraźliwie. W tym samym czasie jeden z orków zaszedł od tyłu Rivarda i uderzył go mieczem od prawego barku do lewego biodra. Rivard krzyknął i upadł na ziemię. Potwór uniósł miecz do góry i kiedy ostrze już spadało na serce tropiciela, ork nagle znieruchomiał, wypuścił miecz, a z jego ust polała się krew. Spadł na człowieka. Za nim stał krasnolud, który właśnie wyciągnął topór z jego pleców. Goldof odrzucił ciało orka i przeciągnął zakrwawionego i ledwo żywego Rivarda pod ścianę.
- Trzymaj się chłopie.
- Uważaj!
Krasnolud szybko się odsunął i broń orka uderzyła w ścianę. Zaraz po tym poprawił drugim mieczem. Tym razem przejechał orężem po twarzy Goldofa pozostawiając na niej ogromną szramę i wycinając kilka włosów z jego brody.
- O wy gnoje. Moja broda!
Krasnolud straszliwie się rozsierdził. Uderzył tak, że odciął rękę orkowi, który próbował wyjąć miecz ze szczeliny, w której tkwił. Ork z wielkim krzykiem wyprowadził ripostę, ale krasnolud sparował cios pawężem i wbił topór pomiędzy żebra orka, a ten padł martwy. Do maga podszedł ork i uderzył go toporem. Elf zdołał zrobić unik, ale i tak został trafiony w udo. Zachwiał się, przy upadaniu zdołał jeszcze wypowiedzieć formułę zaklęcia i dotknąć wroga. Ork natychmiast zaczął się trzepać i wydawać jakieś stłumione odgłosy. Chwilę później zastygł w bezruchu. Ostatni ork, ten spalony, podniósł się niepostrzeżenie z ziemi i zaczął uciekać. Zobaczył to Rivard, który chwycił łuk, resztkami sił napiął cięciwę i strzelił tak precyzyjnie, że strzała trafił idealnie między łopatki wroga, a grot przeszedł na wylot. Ork runął jak długi na ziemię.
- Przeszukaj ich Goldof – powiedział stłumionym głosem Rivard – Szukaj naszyjnika.
Wojownik podchodził do każdego z trupów, a wszystkie co cenniejsze rzeczy chował do plecaka.
- Ej, ej – krzyknął Narillen – Tylko nie weź wszystkiego dla siebie.
- Za kogo ty mnie uważasz, za jakiegoś elfa? – powiedział oburzony krasnolud – Chcę to tylko schować, później będziemy się dzielić.
- Dobra, szukaj tego naszyjnika, bo jak się okaże, że tu go nie ma, to ja się powieszę.
Krasnolud doszedł do tego spalonego orka i krzyknął:
- Jest! Nareszcie jest! Jaki piękny.
Ściągnął biżuterię z paskudnej szyi orka i podszedł z nim do leżących kompanów. Naszyjnik rzeczywiście był piękny. Cały ze szczerego złota, a na końcu był umieszczony zielony ametyst. Na kamieniu był wyryty wąż przekłuty mieczem.
- Dobra robota panowie – powiedział z uśmiechem Goldof – Wracamy do Koryhanu. Możesz chodzić Narillenie?
- Chyba tak – odpowiedział czarodziej wstając z grymasem bólu na twarzy – Jakoś dojdę.
- Mnie będziecie chyba musieli nieść – powiedział Rivard.
Elf chwycił tropiciela za ręce, a krasnolud za nogi.
- Wygodnie ci?
- Jakoś przeżyję.
- No to idziemy.

Kiedy wrócili do miasta, najpierw poszli do kapłana, aby wyleczył Rivarda, a że był on ich znajomym nie stracili przy tym ani grosza. Następnie udali się do zamku. Przy bramie spotkał ich strażnik.
- Gdzie? – spytał opryskliwie.
- Do króla – powiedział Narillen.
- Byliście umówieni?
- Mamy coś dla niego. Powiedz mu, że najemnicy przybyli.
Strażnik wszedł do zamku, po chwili wrócił.
- Wchodźcie. Król was oczekuje w sali tronowej.
Gdy doszli do komnaty ujrzeli uradowanego króla, siedzącego na tronie.
- Witajcie wielcy bohaterowie – krzyknął król – Mam nadzieję, że macie naszyjnik mojej żony.
- Tak, tak, mamy. Bez niego byśmy tu nie przyszli – powiedział Rivard – A my mamy nadzieję, że król ma obiecane nam osiemset sztuk złota.
- Oczywiście, że mam. Tak więc, oto one.
Król wstał, podszedł do jednej z szaf, wyjął z niej obficie wypchaną sakiewkę i wręczył ją Rivardowi. Następnie Rivard schował ją, a zza pazuchy wyjął naszyjnik i oddał go królowi.
- Dzięki wam, o mężni wojowie – powiedział monarcha – Ten naszyjnik wiele dla mnie znaczy. Można nawet powiedzieć, że uratowaliście mi życie.
- Nie przesadzajmy.
- Wcale nie przesadzam. Od dzisiaj będziecie zawsze mile widziani w moim zamku. Dzisiaj wieczorem jest uczta. Proszę was o obecność na niej. Tylko najpierw umyjcie się proszę, Bo strasznie śmierdzicie…


Edrill.
komentarz[14] |

Komentarze do "Poszukiwania naszyjnika"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   W którą edycję Dungeons and Dragons grasz?
3.0
3.5
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   R. A. Salvato...
   Forgotten Rea...
   Szpony Larenil
   Leśna Zbroja
   Troy Denning ...
   Mistyczny Woj...
   Kamień z Nieba
   Download
   Aramil, cz. I...
   Na początek

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.060549 sek. pg: