..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » MENU

   » OGÓLNE

   » KOMNATA BG

   » KOMNATA MG

   » POLECANE

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

W każdym z nas płynie zimna krew, cz. 1



Cisza…

Pomieszczenie było niewielkie, dwie lekko jarzące się pochodnie słabo oświetlały izbę. Ściany były z kamienia, co sprawiało, iż w powietrzu unosił się chłód. W rogu stała mała, stara lecz ładnie zdobiona szafa. Jej faliście zakończone kąty sprawiały wrażenia twardej i mocnej konstrukcji. Uchwyty miały kształt krasnoludzkiej głowy, a nad nią znajdował się zręcznie wystrugany topór, z metalowymi obiciami. Na meblu leżały precyzyjnie ułożone kamienne figurki, przedstawiające krasnoludów w bitwie, martwych bestii bez kończyn i uśmiechniętych, wysokich, ubranych w długie czerwono czarne płaszcze ludzi, stojących obok długowłosych, elegancko ubranych istot, których uszy były ostro zakończone. W dłoniach dzierżyli dziwnie zakrzywione miecze, a na plecach mieli zawieszone długie, zdobione łuki. Na środku pomieszczenia stał mały, prosty drewniany stolik. Na nim zaś znajdował się gliniany dzban i kufel nie dopitego piwa, którego ścianki obciekały z białej piany. Trzy małe, lecz szerokie krzesła były nie dosunięte, widać, że jedno z nich było naprawiane i dobrze umacniane w okolicy nóg. Posadzka choć dziwnie lśniąca, miała wzór kwadratu i gdzie niegdzie była prawie niewidocznie obita. Na ścianach widniały kamienne, zręcznie wykute obrazy, które w jednym miejscu przedstawiały długobrodego krasnoluda ubranego w czystą, lśniącą zbroję. Stał on dumnie i podpierał się na długim, ostrym toporze, na końcu rękojeści którego był artystycznie wykuty łeb elfa. A w drugim miejscu, na większej części ściany widniał obraz rodziny Tarczowych Krasnoludów, która witała przychodzących do nich ludzi z laskami w ręku i wysokich istot z długimi uszami, ubranymi w połyskujące, sięgające do stóp szaty. W drugim kącie pomieszczenia było niewielkie, proste, wyłożone skórą łóżko. Wokół niego stało w ciszy kilka osób, i pochylało się nad nim. Krasnolud z długą brodą, na której były splecione dwa warkocze, poruszał tylko głową, jakby wiedział co za chwilę się stanie. Miał na sobie ciemną, zwykłą szatę a na niej sprany jasny kubrak. Jego twarz wyrażała smutek. Oczy miał podkrążone, a usta lekko rozwarte. Policzki były grube i czerwone. Większą ich część zasłaniał brązowy zarost. Natomiast nos miał mały, na końcu lekko zakrzywiony. Obok niego stał dość podobny osobnik, tylko że w ręku miał małą, delikatną i białą szmatkę. Naprzeciwko nich pochylał się człowiek, ubrany w długą, ciemną szatę z czerwonymi rękawami. Nosił skórzane, wiązane na rzemieniu buty. Miał małą bródkę, modre oczy i spiczasty nos. Jego usta lekko się poruszały i było widać, że szemra coś pod nosem. Dłonie miał dość zadbane, a palce dziwnie ułożone, jakby w jakiś znak. Wszystko to mówiło, że wymawia on jakąś magiczną formułkę, lecz nie dało się dosłyszeć jaką. Twarz miał skupioną i zalaną potem, przez co musiał ją co chwilę wycierać. Wszyscy wpatrywali się w leżącą, cicho jęczącą na łóżku krasnoludzką kobietę. Brzuch miała wielki co od razu zdradzało, iż była brzemienna. Przykryta grubą warstwą skór, lekko dygotała. Jej oblicze wyrażało ból i cierpienie. Miała zaciśnięte oczy i skrzywione usta, pot szybko się z niej zlewał. Mag odwrócił się do brodacza i powiedział zwątpionym głosem.
-Dla niej nie ma już żadnej nadziei Derimie - spuścił głowę i otarł chustą czoło.
Krasnolud gorzko zapłakał, a łzy delikatnie spłynęły po jego nadętym policzku.
-Ale… - wtrącił po chwili człowiek - Dziecko przeżyje. Tylko, że matka odda za niego swe ostatnie tchnienie.
Krasnolud zwany Derimem spojrzał pytająco na człowieka. W końcu rzekł.
-Thonarze, czy to znaczy, że to nasze ostatnie pożegnanie? - przełknął głośno ślinę i podszedł do swej ukochanej. - Guthino… bądź ze mną duchem. Ty wiesz… że śmierć to ścieżka, na którą każdy musi wkroczyć - przysunął się powoli do zgorączkowanej i osłabionej krasnoludki. Przytulił ją mocno do swego grubego cielska i szepnął do ucha. - Teraz postaraj się na ostatni wysiłek Guthino… daj mi syna i niech Gorm ma cię w swej opiece.
Wszystko to działo się szybko. Nikt nie zwracał uwagi na unoszący się w powietrzu odór wyschłego potu. Derim trzymał rodzącą żonę za rękę, a drugi brodaty krasnolud, który stał koło niego czekał… czekał aż ujrzy potomka kochającego się małżeństwa. Człowiek położył dłoń na jej czole i rzekł.
-Teraz… mocno, silniej - namawiał umierającą krasnoludkę - Jeszcze raz, ostatni.
I stało się. Guthina odetchnęła, zadygotała i puściła dłoń Derima.
-Już po wszystkim bracie. Ona… zginęła, bo nadszedł jej czas. Tak chciał Pan.
Zapadła cisza, której towarzyszył smutek. Człowiek dodał po dłuższej chwili.
-Niech znajdzie ukojenie w śmierci - przykrył martwą, nie poruszającą się Guthinę. Ciszę przerwał płacz dziecka. Brodaty osobnik trzymał owinięte w białe szmaty krasnoludzie maleństwo.
-Masz syna Derimie. Pierwszego twego potomka - rzekł uśmiechnięty.
Noworodek nie różnił się prawie niczym od ludzkiego dziecka, poza tym, że był grubszy i trochę mniejszy.
-Daj mi go Mithionie, chcę potrzymać swego syna. - Ojciec delikatnie odebrał od brata swe dziecko, a ich spojrzenia od razu się spotkały. Derim pogłaskał po małej główce niemowlę i rzekł już z uśmiechem na twarzy. - Daję ci imię Gortek Doracht malcu, niech bóg ma cię tera w swej opiece.
Na twarzy Thonara zawitał pogodny uśmiech. Zaczął powoli mówić:
-Teraz zaniosę go do świątyni Gorma Gulthyna. Tam znajdę dla niego odpowiednią opiekę. Ty Mithionie wiesz co robić - Mag pokazał ruchem oczu na nie poruszające się ciało martwej Guthiny.
-Tak, wiem… Derimie, idź do spiżarni po jakąś wieczerzę - krasnolud oddalił się, bo nie wiedział co robić.
Gdy wrócił do izby, nie było już tam nikogo, ani maga z dzieckiem, ani Mirthiona z ciałem Guthiny. Brodacz zaczął sprzątać myśląc, że o śmierci swej żony szybko zapomni. Gdy doprowadził pomieszczenie do porządku i przygotował jadło dla bliskich, oprzytomniał. Rzucił się przez korytarze w kierunku wschodnim, aż trafił do wielkiej, opustoszałej sali, w której znajdowało się mnóstwo zdobionych kolumn. Wszędzie były wejścia do komnat, sklepów i pracowni kowalskich, lub rzeźbiarskich. Derim pobiegł w pośpiechu przed siebie, aż znalazł się przed ogromnymi, żelaznymi drzwiami, na których widniała widoczna, lśniąca, brązowa maska z płomieniami w otwartych oczach. Rozwarł je z trudem i wskoczył do środka. Rozejrzał się dokładnie i ujrzał tam kilku ogolonych krasnoludów w białych szatach. Pozdrowili go skinieniem głowy i pokierowali gdzie ma iść. W końcu trafił do komnaty, gdzie było dużo drewnianych łóżek, a na większości z nich leżały małe dzieci. Stał nieruchomo przez chwilę i podszedł szybkim krokiem do jednego, przy którym stali Thonar, Mirthion i jeden kapłan.
-Bądź pozdrowiony Erdgadzie - powiedział Derim ochrypłym głosem do kapłana.
-Witaj - odrzekł krótko ogolony krasnolud.
-Guthina została już pochowana w grobowcu… zaczęła się jej wędrówka do wiekuistego królestwa… Ubolewam nad jej śmiercią… Syn twój Gortek to silny i pełen krzepy krasnolud. Daj pozwolenie, a wychowamy go na mądrego, damy wszystko czego potrzebuje, nauczymy jak walczyć… najlepiej toporem oczywiście - tu się uśmiechnął - i jak radzić sobie w życiu. Będzie się z tobą spotykał i uczył od ciebie różnych umiejętności jak to kiedyś z tobą było. Będzie z niego porządny zarówno wojownik jak i kowal. - zakończywszy przemawiać ukłonił się i przymrużył oczy.
-Oczywiście Erdgadzie, przyda mi się twa pomoc, a szczególnie tera, kiedy mom wyjechać z pewnym człekiem na jakiś czas w wożnych sprowoch… Niech Pon cię wielbi za twą dobroć.
Rozmawiali jakiś czas jeszcze o nauce Gortka i jego przyszłości, aż w końcu w zmęczeniu każdy odszedł w swoją stronę.


Gortek.
komentarz[12] |

Komentarze do "W każdym z nas płynie zimna krew, cz. 1"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   W którą edycję Dungeons and Dragons grasz?
3.0
3.5
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   R. A. Salvato...
   Forgotten Rea...
   Szpony Larenil
   Leśna Zbroja
   Troy Denning ...
   Kamień z Nieba
   Mistyczny Woj...
   Aramil, cz. I...
   Download
   Na początek

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.013708 sek. pg: